Ernest Hemingway

„Człowieka można zniszczyć, ale nie pokonać”

Podobno obiecywał swojemu przyjacielowi, że nigdy tego nie zrobi. Słowa nie dotrzymał. Tak jak ojciec, strzelił do siebie. Różnica była tylko taka, że ojciec strzelił sobie w serce, a on w głowę. No i ojciec zabił się z powodu problemów finansowych i rujnującego go cukrzycy, a pisarz cierpiał na chorobę afektywną dwubiegunową.

Przez wielu znawców literatury uznawany jest za niedościgłego geniusza amerykańskiej prozy XX wieku, silnie identyfikującego się ze swym pokoleniem i będącego prawdziwym dzieckiem swego czasu.
Jednak, choć słynął z imprezowania, obsesja samobójstwa towarzyszyła mu od początków pisania. Już na początku kariery napisał opowiadanie, którego bohater, osaczony przez wilki, woli sam pozbawić się życia niż bezczynnie oczekiwać na pewną śmierć.
Pochodził z miasteczka Oak Park, w stanie Illinois. W czasie I wojny światowej nie mógł służyć ze względu na słaby wzrok, ale pracował w czerwonym krzyżu, zostając ciężko rannym podczas wynoszenia rannego z linii frontu.
Po powrocie do USA zaczął pracować jako dziennikarz. Później zaczął podróżować i w wieku 25 lat wiedział już, że chce zostać pisarzem. Mieszkał w wielu krajach. W Hiszpanii zafascynował się corridą. W tym kraju brał udział w wojnie domowej, która zaowocowała powieścią „Komu bije dzwon”. Tam też poznał i zaprzyjaźnił się z generałem Karolem Świerczewskim, który był zresztą pierwowzorem generała Goltza we wspomnianej powieści.
Ernest Hemingway mieszkał też na Kubie (na jednym ze zdjęć z Fidelem Castro), gdzie napisał powieść „Stary człowiek i morze”, za którą otrzymał Nagrodę Pulitzera. W trakcie jego podróży afrykańskiej miały miejsce dwie katastrofy lotnicze, które uniemożliwiły mu osobiste odebranie literackiej Nagrody Nobla, która została mu przyznana w 1954 r. za opowiadanie „Stary człowiek i morze”.
Jako pisarz był szalenie systematyczny. Zabierał się do pracy wczesnym rankiem, gdy robiło się jasno, a domownicy jeszcze spali, a kończył około południa. Pisał na stojąco, najczęściej ołówkiem. Niektóre utwory wielokrotnie przerabiał, choćby ostatnią stronę „Pożegnania z bronią” aż 40 razy. W chwilach braku weny ostrzył ołówki. Zapytany w jednym z wywiadów, co poleciłby początkującemu pisarzowi, odpowiedział, że najlepiej byłoby, aby młody adept literatury od razu się powiesił, bo szykuje sobie bardzo ciężkie życie.
- Świat łamie każdego i potem niektórzy są jeszcze mocniejsi w miejscach złamania. Ale takich, co nie chcą się złamać, świat zabija. Zabija w równej mierze najlepszych, najdelikatniejszych i najdzielniejszych. Jeżeli nie jesteś żadnym z nich, możesz być pewien, że zabije cię także, ale bez szczególnego pośpiechu – to fragment „Pożegnania z bronią”.
Takie dotknęło też jego. Pod koniec lat 50. osłabło jego zdrowie psychiczne i fizyczne. Zdrowie fizyczne było już nadszarpnięte podróżami i skłonnością do alkoholu, bo mówiono, że lekki stan upojenia właściwie go nie opuszczał. - O tym, że jestem pijany, dowiaduję się dopiero wtedy, gdy po długim odleżeniu się na podłodze staram się czegoś uchwycić, żeby powstać na nogi – zwykł mawiać.
Dopadały go też urojenia prześladowcze. Często przebywał też w szpitalach psychiatrycznych. Terapia elektrowstrząsami, której się poddał, była bezskuteczna i pogorszyła tylko jego stan. Następstwem było wyniszczenie pamięci.
2 lipca 1961 r. w swoim domu w Ketchum w stanie Idaho chwycił strzelbę, naładował ją dwoma nabojami ukrytymi wcześniej przed żoną, włożył lufę w usta i wypalił sobie w głowę.
- Uważam, że Hemingway był zbyt dobrym człowiekiem, by stać się ofiarą jakiegoś wypadku, tylko słabi są ofiarami wypadków, jeżeli wcześniej dom nie zawali się im na głowę. Myślę, że podążył wybraną drogą, podobnie jak jego dzieła podążały świadomie ustalonym trybem. Myślę, że każdy chce być przynajmniej tak dobry jak to, co pisze. Skłaniam się ku opinii, że w odczuciu Ernesta była to właściwa chwila, by zrobić właściwą rzecz, z godnością i klasą – powiedział po jego śmierci znajomy, także pisarz William Faulkner.
Życie odebrała sobie też wnuczka pisarza, modelka i aktorka Margaux Hemingway. Niemal dokładnie 35 lat po śmierci dziadka przedawkowała barbiturany w swoim mieszkaniu w Los Angeles.
Ernest Hemingway był trzykrotnie żonaty. Najpierw z Hadley Richardson, z którą ożenił się mając 22 lata (miał z nią syna Johna), później z Pauliną Pfeiffer (drugi syn Patrick i ostatni Gregory) oraz z Martą Gellhorn.

Polityka prywatności|Regulamin