Kurt Cobain

Niewiele jest zespołów, które istniały tak krótko, a znaczą tak wiele. Niewiele jest też zespołów, w których jedna osoba tak zdominowałaby kwestie artystyczne. Taką formacją jest niewątpliwie pochodząca z Seattle grupa Nirvana. Choć to zespół, to bez Kurta Cobaina pewnie wiódłby on wciąż żywot w podziemiu, a o jego istnieniu wiedziałby tylko wąski krąg wtajemniczonych.

Na dzieciństwo lidera legendarnej formacji rockowej wielki wpływ miał rozwód rodziców. Sześcioletniego chłopaka zostawiono praktycznie własnemu losowi. Rodzice związali się z innymi osobami i nikt niego nie dbał. Pomieszkiwał u krewnych, włóczył się po okolicy, a bywało, że nocował pod mostem. Nie posiadał wielu przyjaciół i był uważany za chuligana, który jest skłonny do bójek.
Tak doszedł do wieku kilkunastu lat i zainteresował się muzyką. Nie mógł z niej żyć, więc pracował jako sprzątacz, wychowywał dzieci na obozach i był lokajem w hotelu. Zimę przemieszkał w bibliotece, gdzie czytał dużo książek, a jadał u znajomych.
Po pierwszych, nieudanych muzycznych próbach, w wieku 19 lat założył z Krisem Novoselickiem zespół Nirvana. Już sama nazwa, określająca w buddyzmie stan wyzwolenia od narodzin i śmierci, wiele mówiła o charakterze założycieli i samego Cobaina.
Choć droga do sławy była kręta, zespół osiągnął ją na początku la 90. dzięki albumowi „Nevermind”, który ukazał niepokorne, choć melodyjne dusze muzyków z Seattle.
- Punk to muzyczna wolność. To mówienie, robienie i granie tego, na co masz ochotę. Nirvana oznacza wolność od bólu i cierpienia w zewnętrznym świecie i to jest bliskie mojej definicji punk rocka. Z definicji pop niesamowicie wpada w ucho, czy tego chcesz czy nie. Są takie piosenki popowe, których nienawidzę, ale nie mogę ich wyrzucić z głowy. Nasze piosenki też mają typową popową budowę: zwrotka, refren, zwrotka, refren, solówka, marna solówka – definiował w wywiadzie Cobain.
Sława była jednak początkiem końca jego samego. Zaczął sięgać po narkotyki. Degeneracja pogłębiała się, gdy poznał utracjuszkę, Courtney Love, która szybko zaczęła mieć wielki wpływ na kruchą psychikę lidera Nirvany.
- Nie jestem już tak neurotycznym, rozchwianym osobnikiem, jak dawniej. Przedtem czułem, że stale jestem sam, mimo że miałem mnóstwo przyjaciół, no i zespół. Courtney pomogła mi spojrzeć na Nirvanę z pewnego dystansu; uświadomiła mi też, że moje życie nie musi się kręcić wyłącznie wokół zespołu, że potrafię sobie poradzić bez niego, jeśli będę musiał wyjaśniał w jednym z wywiadów muzyk.
Idylli jednak nie było. Przyczyniły się do tego głównie narkotyki, chwiejna natura muzyka oraz jego wielka ambicja, aby nie ulegać trendom. Przecież on sam stwierdził: „Wolę umrzeć, niż być trendy”.
W 1993 r. policja znajduje przy Kurcie 3 sztuki broni. Stróżów prawa wezwała Courtney, z którą się pokłócił. Rok później wokalista zapada w śpiączkę spowodowaną połknięciem kilkudziesięciu tabletek Rohypnolu i zapiciu tego szampanem. Budzi się dopiero po 20 godzinach. Cobain zaprzeczył później, jakoby wypadek był próbą samobójczą, chociaż Love utrzymuje, że napisał on pożegnalny list, który później spaliła.
W styczniu 1994 roku, w roku śmierci Cobaina, planował on zatytułować nowy album grupy „I Hate Myself and I Want to Die” (Nienawidzę siebie i chcę umrzeć), ale ostatecznie staje na tytule „In Utero”. Dwa miesiące później trafia do kalifornijskiego centrum odwykowego, ale ucieka z niego po dwóch dniach. Zostaje znaleziony w swoim domu w Seattle, a raporty policyjne wskazują na to, że zginął w wyniku samobójczego strzału w głowę.
- A ten krótki postój, który nazywamy życiem i którym tak się strasznie martwimy, to nic innego jak tylko niewielka weekendowa odsiadka w pudle w porównaniu z tym, co przyjdzie wraz ze śmiercią – napisał w swoim dzienniku.
W 2007 roku magazyn „Rolling Stone” umieścił Cobaina na drugim miejscu listy najbardziej niedocenionych gitarzystów wszechczasów.
Przed wjazdem do jego rodzinnej miejscowości, Aberdeen pod Waszyngtonem, postawiono tablicę z napisem nawiązującym do jednej z najbardziej popularnych piosenek. Choć on sam starał się nie być lubiany.
- Mam prośbę do naszych fanów. Jeżeli którykolwiek z was w jakikolwiek sposób nienawidzi homoseksualistów, ludzi o innym kolorze skóry lub kobiet, zrób nam jedną przysługę – odwal się od nas! Nie przychodź na nasze koncerty i nie kupuj naszych płyt – powiedział swoim fanom.

Polityka prywatności|Regulamin